W ostatnim dziesięcioleciu popularność Home Box Office wzrosła przede wszystkim dzięki polityce programowej tworzenia inteligentnych, a jednocześnie rozrywkowych seriali dramatycznych składających się na ogół z kilkunastoodcinkowych serii godzinnych odcinków. Gdy jeden serial się kończył, w jego czas antenowy bezpośrednio wskakiwał kolejny, tworząc pewien ciąg. Wiele z nich przełamało reguły gatunkowe, a domknięta fabuła i dramaturgia przybliżają je raczej do filmów fabularnych. Ich ogólnoświatowa popularność została zapewniona dzięki temu, że HBO zdecydowało, by poza USA sprzedawać licencje na emitowanie swoich seriali innym stacjom.
Trend rozpoczął się w 1997 roku serialem, którego akcja działa się w zakładzie karnym, „Oz” (którego marną kopią był słynny Prison Break). Po dwóch latach do repertuaru stacji dołączyła ironiczna saga mafijna „Rodzina Soprano” (2001-2007), która zyskała uznanie zarówno publiczności na całym świecie, jak i krytyków. Następnie wśród istotnych produkcji tego typu trzeba wymienić: rewolucyjny „Sześć stóp pod ziemią” (2001-2005), antywestern „Deadwood”(2004-2006), „Big Love” opowiadający o rodzinie Mormonów (o którym tylko słyszałam), niedoceniony w Polsce „Carnivale” (2003-2005) oraz przecenioną superprodukcję „Rzym”(2005-2007). Obecnie, moim zdaniem, za kolejny serial na intelektualnym i kulturowym poziomie „Sześciu stóp pod ziemią”, czy „Carnivale”, można uznać „Czystą Krew”;]. W równej mierze seriale szokowały epatowaniem seksem i przemocą, co intensywną narracją, polisemiczną treścią i wagą podejmowanych w fabule zagadnień. Właściwie te pierwsze właściwości były tylko przykrywką dla tych z drugiej grupy.
Analizę drażliwych tematów, które stanowiły tematykę poprzednich seriali dramatycznych HBO przeprowadził m.in. Michael Schimanovsky. W swoim artykule stawia on tezę, że każdy kolejny serial wykorzystywał podwaliny położone przez poprzednika w zakresie stosowania przez bohaterów wulgarnego słownictwa, ukazywania przemocy, erotyzmu i śmierci. Każdy posiadał pewną wartość dodaną – swoją „myśl przewodnią”, pewne zagadnienie szczególnie zgłębiane w danej produkcji – a razem składały się na pewną „spójną narrację na temat życia”. Autor sugeruje nawet, że ta spójna w wymowie narracja kilku seriali emitowanych na jednej stacji może stanowić ekwiwalent jednego programu umożliwiającego debatę publiczną na istotne społecznie tematy, a w szczególności temat śmierci we współczesnym świecie. (bo na HBO nie ma "talk-show").Pierwszym programem, który w chłodny, spokojny sposób „zaprosił śmierć do salonu” było „Sześć stóp pod ziemią". Poza śmiercią poruszył też inne dyskusyjne kwestie, takie jak homoseksualizm, czy postępującą oligarchizację wszystkich dziedzin gospodarki w dobie globalizacji i centralizacji kapitału.
„Rzym” niósł ze sobą bogactwo możliwych odczytań w kontekście współczesnej sytuacji politycznej USA: Juliusz Cezar mógł być interpretowany jako figura reprezentująca George'a W. Busha, odbierana pozytywnie lub negatywnie, w zależności od preferencji politycznych. Na swój sposób „Rzym” również odsłaniał nieprzyjemne prawdy na temat natury ludzkiej i zmuszał widzów do zmierzenia się w nimi. Ukazując publiczne walki gladiatorów, opętanie Rzymian seksem, ich agresję i żądzę krwi przypominał chętnie oglądającym serial widzom o instynktach Erosa i Tanatosa, które, choć usypiane, są obecne w ich naturze. Widzowie „Rzymu” podglądający z bezpiecznej pozycji agonię gladiatorów znajdowali się w takiej samej sytuacji odbiorczej, jak bezpośredni widzowie tych wydarzeń zasiadający na ławach Koloseum.
Jeszcze bardziej podatny na aktualne polityczne interpretacje był „Deadwood”. Akcja przedstawiała proces „cywilizowania” zamkniętej społeczności, w której na początku rządziło tylko prawo pięści. W głównej mierze oscylował wokół zagadnień procesu tworzenia struktur społecznych, wprowadzenia idealnego porządku społecznego, stawiał pytania o dopuszczalne granice indywidualnej swobody z jednej strony (patrz: Republikanie), i ingerencji organizacji społecznej w życie jednostki z drugiej (patrz: Demokraci). Do tego, jeśli ktoś nie lubi mężczyzn w typie Clinta Eastwooda, jak ja, znajdzie mnóstwo scen ośmieszających go.
Chciałam jeszcze dodać, ze poza tym wszystkie wspominane seriale, oraz „Czystą Krew” (z wyjątkiem przeźroczystych "Sześciu stóp pod ziemią") łączy osadzenie akcji w zmitologizowanych, ikonicznych, fascynujących widownię rzeczywistościach. Dzikiej osadzie w XIX wieku (wykorzystującej mit Pionierów), wschodzącym Imperium Rzymskim, w środowisku mafii (wykrzywiając obraz mafijnego klanu z „Ojca Chrzestnego”), na Środkowym Wschodzie w czasie Wielkiego Kryzysu, czy wreszcie w tajemniczej, dzikiej Luizjanie. By właściwie zrozumieć wymowę tych seriali, należy zwrócić uwagę na inne utwory kultury (wysokiej i popularnej), które wykreowały funkcjonujące współcześnie w amerykańskim społeczeństwie obrazy tych regionów historyczno-geograficznych.


